Ile osób i czasu potrzeba do wydania książki?

Już jest, nareszcie 🙂 wyczekana książka – przyjechała dziś z drukarni.  Paradoksalnie jeszcze w ręku jej nie miałam, paczka przyszła do mojego rodzinnego domu w Kaliszu, a ja obecnie mieszkam w Wielkiej Brytanii. Muszę jeszcze trochę poczekać, aż paczka z książkami zawita do mnie.

Prosto z drukarni

Postanowiłam dziś zrobić podsumowanie i napisać trochę o pracy nad książką oraz o osobach, które mi pomogły.

Zacznę od tego, że nie pamiętam dokładnie, kiedy pomysł napisania książki wpadł mi do głowy.  Temat cydru przyszedł do mnie sam, kiedy rozpoczęłam współpracę z portalem Kraina Cydru (lato 2013). Zaczęłam zbierać materiały do tekstów, odwiedzać miejsca związane z produkcją (zachodnia Anglia), robić zdjęcia – z natury jestem typem przezornym i lubię zbierać książki, więc odruchowo z każdej wyprawy przywoziłam sporo materiału (broszury, książki, ulotki). Z miesiąca na miesiąc było tego coraz więcej. Wtedy już mi się krystalizował pomysł na książkę. Nie wiem, kiedy zaczęłam pisać, ale pierwsze pliki, jakie mam zachowane na komputerze pochodzą z lutego 2016 roku.  To był początek rozdziału pierwszego. Jednocześnie zbierałam kolejne materiały, bo co rusz pojawiały się nowe fakty, daty, nazwiska, które trzeba było sprawdzić.

Gotowy tekst do korekty wysłany był w ubiegłym roku (maj/czerwiec 2017). Później nanoszenie poprawek, odsyłanie, ponowne  poprawianie, itp.

Skład książki rozpoczął się około października/listopada (2017). W tym czasie zaczęłam także robić stronę www. Po drodze było wiele problemów – wszystko robiłam sama i dużo rzeczy musiałam się nauczyć. Dlatego tak długo to trwało. Codziennie rano, gdy mój synek szedł do szkoły, ja siadałam do komputera i pisałam. Miałam listę rzeczy do zrobienia i do nauczenia. Wyglądało to tak, że budziłam się rano i w mojej głowie krążyły myśli „WordPress, strona, teksty, skład”, itp. To było trochę jak trans. O niczym nie rozmawiałam z ludźmi, tylko ciągle o książce. Gdy ktoś pytał „Co słychać?”, mówiłam „Siedzę nad książką”, „Robię stronę”, „Ogarniam WordPressa”.

Później nadszedł czas przygotowania książki do druku. Znowu kolejne poprawki, odsyłanie, poprawianie, ponowna korekta po składzie oraz podjęcie kluczowych decyzji, bo od tego zależał wygląd mojej książki. Nie jestem specjalistą, więc znowu nauka składu i poligrafii, aby mieć pojęcie, co mówią do mnie osoby, którym to zleciłam.

Najdłużej trwał wybór papieru, miałam próbki z drukarni i znowu siedziałam codziennie i macałam ten papier i sprawdzałam, czy jest odpowiednio gruby. Szukałam informacji w Internecie o rodzajach papieru, pisałam po drukarniach z zapytaniem o wybór. Co najlepsze, każda drukarnia inaczej doradzała 🙂 I bądź tu człowieku mądry. Chyba z miesiąc zajęły mi rozmyślania o papierze.

Okładkę z przodu miałam już przygotowaną wcześniej, ale nie miałam tyłu. Okazało się, że osoba, która robiła okładkę przednią nie mogła jej dokończyć (ale nie ze swojej winy, to była złośliwość rzeczy martwych), ja nie mogłam czekać, bo wszystko było gotowe. Poprosiłam znajomego, który na szczęście miał czas i zrobił to bardzo szybko i profesjonalnie.

Wybór drukarni – zrobiłam szybki research i wybrałam drukarnię najbardziej korzystną cenowo i która miała możliwość płatności online (to było dla mnie bardzo ważne). Niestety okazało się przy złożeniu zamówienia, że chwilowo opcja płatności online u nich nie działa. Musiałam zrobić zwykły przelew (a pieniądze z zagranicy idą nawet kilka dni). A gdy nie ma kasy, nie ma druku –  zlecenie musi czekać do zaksięgowania wpłaty.  Gdy już wszystko ruszyło, po kilku dniach dostaję maila, że papier, który wybrałam, właśnie się skończył! Trzeba mieć pecha – znowu czekam na dostawę papieru do drukarni. Gdy papier przychodzi, kolejny mail, że farba na zgięciu grzbietu się kruszy i trzeba dać folię na okładkę, której pierwotnie nie zamawiałam (znowu obsuwa kilka dni).

Ale wszystko dobrze się skończyło, książka jest. Wysłana będzie wkrótce do pierwszych klientów. Nauczka na przyszłość – zawsze mieć margines czasu na niespodziewane problemy.

Dodam tylko, że wszystko ogarniałam zdalnie, a w tzw. międzyczasie zajmowałam się domem, dzieckiem, pracowałam nad zleceniami dla moich klientów, organizowałam spotkania networkingowe, miałam małe przemeblowanie w mieszkaniu i nie byłam na wakacjach od ponad dwóch lat.

A poniżej lista osób, które mi pomogły:

Panie Klaudia Dróżdż i Barbara Kaszubowska (www.e-dytor.pl)  – one jako pierwsze czytały moją książkę i zrobiły redakcję, korektę i korektę po składzie.

Anna Teodorczyk (http://annateodorczyk.com/) – zrobiła skład i łamanie, przygotowała ilustracje.

Krzysztof Abramowski (www.wschod-studio.pl) – przygotował książkę do druku i zrobi wkrótce wersję e-book.

Danuta Sosnowa – autorka zdjęcia na okładce, utalentowana artystka w wielu dziedzinach (malarstwo, fotografia, rękodzieło).

Edyta Szymańska  – projekt okładki z przodu (portfolio: http://jokto1.wixsite.com/portfolio)

Maciej Stanke – projekt okładki z tyłu

Roland Humber – zawsze służył mi radą przy tłumaczeniach i zawsze pomaga mi w rozstrzyganiu trudnych kwestii językowych (świetnie zna język polski, a jest rodowitym Walijczykiem)

 

A tutaj lista osób, które pośrednio mi pomogły przy książce:

Barbara Badura p.o. Kierownika Działu Archeologii, kustosz w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu – przysłała mi bardzo ciekawe materiały dotyczące odkryć archeologicznych (najstarsze ślady jabłek w Polsce i Europie)

Emma Pyle z działu marketingu firmy Thatchers Ltd – udostępniła mi zdjęcia wykonane przez Neila Phillipsa na zlecenie producenta cydru Thatchers (dodam, że za darmo!)

Pracownicy Biblioteki w Hereford – dostałam zgodę na wykorzystanie archiwalnych zdjęć z rejonu Herefordshire

Pracownicy Muzeum Cydru w Hereford – przeczytali listę tematów zawartych w książce i „dali mi błogosławieństwo” na napisanie (stwierdzili, że materiał jest bardzo obszerny!).

Martin Hayes – poznaliśmy się w 2016 roku, dostałam od niego ciekawe materiały (dotyczące m.in. produkcji butelek do cydru oraz jabłek cydrowych)

Joanne McGowan z The National Garden Scheme – udostępniła mi zdjęcie katedry w Ely

Andrzej Nitecki i Leszek Ciesiółka  – także udostępnili mi swoje fotografie.

Tomasz Orzechowski – męczyłam go pytaniami przy wyborze papieru, zawsze coś dobrego doradził.

Przemek Iwanek z Piwo i Cydr – pierwsza osoba z branży alkoholowej, która przeczytała moją książkę.

Mariusz Kapczyński z Vinisfera.pl – to druga osoba z branży, która miała okazję zapoznać się z treścią książki.

Nie mogę także zapomnieć o moich rodzicach, którym dedykuję książkę i pomagają mi ją wysyłać do Was.

WSZYSTKIM OSOBOM BARDZO DZIĘKUJĘ!!!!!

PS. Nie pytajcie ile to wszystko kosztowało 😛

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *